Geodeta powiatowy (Dolny Śląsk), wykonując (jako zlecenie) własne prace rozgraniczeniowe na sąsiedniej działce, podmienił położenie oraz typ znaku granicznego. Zamienił podany na starej (z 1968) mapie 1:500 i na szkicu poniemiecki kamień stojący przed (również poniemieckim, ale już zburzonym z jednej strony bramy) słupkiem ok. 40cmx40cm na współczesny metalowy słupek ogrodzenia (był kilkukrotnie wykopywany i wkopywany w ostatnich latach).
Zmieniło to przebieg granic i spowodowało przesunięcie wszystkich znaków granicznych w obu osiach. Mimo że jest to działka przylegająca ze wspólną granicą, nie dostałem żadnego zawiadomienia o jakichkolwiek czynnościach. (W tym operacie rubryki "Jako strony zainteresowane czynnościami" oraz "Mimo prawidłowego zawiadomienia nie stawili" są puste - czy w 2013 przepisy umożliwiały ich niewypełnianie i niezawiadamianie? Jak widzę po podanych datach, operat został złożony i włączony do zasobów po 4 dniach od zgłoszenia prac.)
Obecnie sąsiad z drugiej przylegającej działki (kolega powiatowego, jeżeli to ma jakieś znaczenie) wynajął geodetę (bez uprawnień 892, ale również znajomego ich obydwóch). Nie wdając sie w szczegóły, w jego operacie sfałszowano wszystko co można było sfałszować.
Geodeta powiatowy ze starostą na moje zgłoszenia odpowiadali, że operat wielokrotnie powtórnie analizowali i był perfekcyjny, nie można mu nic zarzucić. Przeciągali wszczęte postępowanie administracyjne (wg ich pisma zmniejszające pow. mojej działki o 20m2, ale wg ocen niezależnego geodety ok. 30-40m2 dla miejskiej działki 13 ar) przez kilka lat.
Gdy wydali decyzję o zmniejszeniu mojej działki i odblokowali drugą instancję, przedstawiłem dowody w WINGIK, który w ciągu zaledwie kilku tyg. Wydał decyzję o odrzuceniu operatu w całości i zarzucił staroście naruszenie kilku art. kpa.
Po tej decyzji, oboje nagle znaleźli w operacie pozamieniane nr-y kamieni, niedopuszczalne zmiany współrzędnych, błędnie wybraną osnowę, nieprzekazanie z operatem pliku, nieskuteczne zawiadomienie stron itd.
Dodatkowo milczeniem pominieto fakt, że częsciowo "wyskrobano" najwyrazniej przerobioną pod lupą innym pismem i innym przyrządem do pisania jedną współrzędną ze szkicu z 1967 z zastapiono ją nową niezgodna z wierną reprodukcją mapy 1:500 z 1968 (o ~dwa mm).
Ok, obecnie po 7 latach ten sam geodeta dalej bez zdanego egzaminu na 892, robi to samo i będzie okazywał to, co już okazał 7 lat temu. Wtedy mimo naszych protestów i żądań wpisania do protokołu naszych zastrzeżeń odmówił pokazania i odczytania protokołu i wpisania czegokolwiek (m.in. w obecności niespokrewnionych, niezależnych świadków) i po 6 miesiącach od zgłoszenia prac zdając operat wpisał sobie, że nie mamy nic przeciw oddaniu 30m2 naszej działki sąsiadowi (o czym dowiedziałem się dopiero dostając decyzję starosty o wszczęciu postępowania zmiany granic, bo o złożenie operatu dopytywałem się przez pierwsze kilka tyg. od okazania, później odpusciłem-nie miałem czasu ciągle stać w kolejkach w katastrze).
Pytania:
Czy mimo upływu nastu lat można podważyć pierwszy fałszujący operat geodety powiatowego?
Czy po obecnych zmianach przepisów mimo ponownie braku naszej zgody powielenie tego samego fałszerstwa automatycznie zmieni już wspolrzedne wg nowych przepisow?
(Używam swobodnie określenia "fałszerstwa", ale to jest oczywiste wobec mojej pełnej dokumentacji zdjęciowej wędrujących i wkopywanych kamieni, wobec świadków wykopywania, zapisu tych działań itd.)
Jeżeli to może być pomocne, to mogę podać linki do zdjęć i powiększeń powyższych materiałów.
EDIT:
Co prawda chodzi mi głównie o te dwie powyższe kwestie, ale żeby przedstawić (być może istotny) kontekst:
Już przed "okazaniem" w 2019 sprawę zgłosiłem do prokuratury, która nie zadając mi w tej sprawie ani jednego pytania, nie powołując ani wnioskowanego biegłego grafologa, ani geodety, ani świadków, wniosła po paru latach o uznanie przedawnienie karalności fałszerstwa szkicu i poinformowała o tym starostę. Po wniesieniu zazalenia sędzia na mnie nawrzeszczał za "pomawianie szanowanych obywateli" i stwierdził w uzasadnieniu pisemnym, ze karalność fałszerstwa się przedawniła, a geodeta nie miał świadomości posługiwania się podrobionym dokumentem i w ogóle nie ma dowodów, ze celowo "robił źle".
A jak było rzeczywiście: geodetę "przypadkiem" przesłuchano na drugi dzień po jego okazaniu granic. Zeznał, że złożył operat i został już pozytywnie zweryfikowany i włączony do zasobów.
Na tej podstawie umorzono tę sprawę. Geodeta złożył operat dopiero dwa miesiące później, kilka dni po umorzeniu, o czym formalnie nie miał prawa wiedzieć. Mam to zeznanie oraz zeznanie sąsiada, gdzie wzajemnie sobie przypisują malowanie oznaczeń na moim ogrodzeniu (i nie chodzi o punkt zrobiony sprayem, a o ok. 2-metrowa pomarańczową pionową krechę o szer. 10-15 cm, widoczną z kilkuset m), wywiercenie otworów w moim ogrodzeniu i kopanie - wszystko trzy miesiące przed datą "okazania".
Mój pierwszy kontakt z WINGIK też był w 2019. WINGIK wg właściwości poprosił starostę o wyjaśnienia. Starosta napisał pismo, w którym skłamał, że chodzi tylko o drobną niejasność co pomiaru jednego znaku i z kolei zażądał ode mnie wyjaśnień, tyle że podmieniono na kopercie mój adres (usunięto pierwszą cyfrę numeru domu), pismo wróciło do starosty z adnotacją o nieznanym adresacie, ale i tak jego kopia została wysłana do WINGIK jako skutecznie dostarczona. Dopiero po ok. 2,5 roku dowiedziałem się tym przypadkiem (poprosiłem o dowód nadanie ze starostwa, gdzie dalej widnieje jako skutecznie dostarczone).
Finalnie starosta w swoim piśmie zgadzającym się na odrzucenie sfałszowanego operatu pokwitował sam sobie co do tego pisma, ze to była jedynie "oczywista pomyłka".
Decyzji sądu o przedawnieniu fałszerstwa nie uznał i zamienił ją na "brak znamion przestępstwa" bo jak napisał w decyzji: jakiś bliżej nieokreślony prokurator "obszernie" wyjaśnił tę kwestię geodecie powiatowemu.