Padło pytanie
Jakie konkretne kroki mogę podjąć, aby się temu sprzeciwić?
no i odpowiedzi, czyli:
- wezwanie i zatrudnienie geodety
- złożenie do sądu wniosku o wydanie gruntu.
Obie wskazane drogi to oczywiście spore koszty, nerwy i niepewność.
Ja zastanawiam się, dlaczego za czyjeś błędy konsekwencje ma ponosić osoba, która niczemu nie jest winna. Autor wątku tego nie pisze, ale nawet w przypadku reakcji zawiadomionego właściciela na niewłaściwe ustalenie granicy (braku zgody), kompletnie nic w tym trybie to nie wnosi. Bo wystarczy (wg prawa) jak geodeta poinformuje o granicy spornej. Więc operat i tak zostanie włączony do zasobu, a granice w bazach skorygowane. Ustawa Prawo geodezyjne i kartograficzne kompletnie milczy w odniesieniu do opisanej sytuacji. Nakłada wiele obowiązujących zasad, jednak nie informuje, co robić w sytuacji naruszenia prawa. Cały rozdział 9 dotyczący ewentualnych kar milczy w tym temacie, a art. 46a informuje jedynie o możliwych karach dyscyplinarnych. Jednak z punktu widzenia poszkodowanego kompletnie nic to nie zmienia. Bo jeśli nawet uprawniony geodeta straci czasowo uprawnienia (w takim przypadku nie może ich stracić całkowicie), to właściciel i tak z problemem zostaje. Jednakże jak się wydaje, wg obowiązującego prawa wątpliwe jest, czy takie sprawy może rozstrzygać postępowanie dyscyplinarne. Bo w przypadku granicy spornej może o tym rozstrzygać tylko sąd. Więc wracamy do punktu wyjścia, czyli poniesienia kosztów związanych z czyimś błędem.
Konstytucja RP chroni więc w art. 21 własność, jednak czy nie jest to prawo martwe?
Ustawa Prawo geodezyjne i kartograficzne też nie chroni w żadnym miejscu zasięgu własności, więc geodeci "róbta co chceta", bo i tak wam nic nie grozi!?
W moim przekonaniu czyn opisany przez autora wątku podlega pod art.277 Kodeksu karnego. Jeżeli geodeta po analizie dokumentów podejmuje decyzje o ustaleniu przebiegu granic (tu było wcześniej rozgraniczenie) i nie bierze pod uwagę jednoznacznych dokumentów określających przebieg granic, to wg mnie "wystawił fałszywie znaki graniczne". Naruszył więc w sposób rażący prawo wynikająca z par.7 R-STD, a także z par.31 R-EGiB.
Fałszywe wystawienie znaków granicznych podlega zgłoszeniu na policję lub do prokuratury i jest ścigane z urzędu. Czyli nic nie trzeba płacić.
Moim zdaniem jest znany sprawca, są znane przepisy, które naruszono, no i można jednoznacznie stwierdzić kto uczynił szkodę, którą powinien wg prawa naprawić.